- PIERWSZA DRUŻYNA PRZYPIĘTY WOKÓŁ KLUBU

„To otwarty rozdział. Do zobaczenia” | Łukasz Ganowicz po odejściu z MKS Kluczbork

We wtorek pojawił się oficjalny komunikat o rozstaniu naszego klubu z trenerem Łukaszem Ganowiczem. Tego samego dnia, na gorąco, rozmawiałem z Łukaszem o jego odejściu, najważniejszych momentach jego pracy w MKS-ie oraz emocjach związanych z tą decyzją.

Postanowiliśmy jednak dać sobie kilka dni, aby emocje trochę opadły i na spokojnie przygotować ten materiał.

Dziś oddajemy Wam krótką, ale szczerą i bezpośrednią rozmowę z Łukaszem Ganowiczem. 

1. Łukaszu, wiadomo, że takie rozstania bolą. Jak podchodzisz dzisiaj do tego, co się wydarzyło?

Łukasz Ganowicz: Jest mi przykro, że odchodzę w takim momencie, gdzie po prostu brakuje wyniku i jest słabszy okres. Zdecydowanie były lepsze dla mnie momenty na odejście, ale chciałem zrobić coś więcej w MKS-ie, bo dwukrotnie ocieraliśmy się o ten cel. Jako zawodnik to osiągnąłem, jako trener niestety nie, a naprawdę było blisko.

Wyszło tak, że dziś opuszczam mój klub, w którym spędziłem mnóstwo czasu. Najważniejsze, że rozstanie doszło do skutku w bardzo dobrej atmosferze, z kulturą i z szacunkiem z obydwu stron. A to się dla mnie bardzo liczy.

2. Przez wiele lat byłeś związany z MKS-em – najpierw jako zawodnik, później jako trener. Z czego z tego całego okresu jesteś dziś najbardziej dumny?

Łukasz Ganowicz: Zdecydowanie z zaufania, jakie dostałem jako zawodnik i jako trener.

3. Był bardzo blisko awansu do II ligi, były dwa zdobyte Puchary Polski. Czego najbardziej Ci żal? Czy mimo tych sukcesów pozostaje w Tobie poczucie niespełnienia?

Łukasz Ganowicz: Pierwszy sezon – wiem, że można było mocniej „śrubę dokręcić”, bo uważam, że wtedy było najbliżej tego awansu. W następnym sezonie był baraż, ale to był wykańczający maraton i po prostu przegraliśmy go z systemem barażowym.

Dwa zdobyte puchary – żal szczególnie tego ostatniego meczu pucharowego z Lechią Gdańsk, ale mecz z ŁKS-em Łódź dla mnie to TOP 3. Był na niesamowitym poziomie z naszej strony.

Brak awansu w pierwszych dwóch sezonach mam z tyłu głowy, bo niewiele nam zabrakło, a 1/8 finału Pucharu Polski też byłoby pięknym dopełnieniem mojej pracy.

4. Gdybyś miał wskazać jeden moment albo jedno wydarzenie z tych wszystkich lat, które na zawsze zostanie w Twojej pamięci – co by to było?

Łukasz Ganowicz: Dużo było takich momentów i obrazów mam w głowie!

Sportowo, jako zawodnik, to mecz decydujący o awansie ze Stalą Mielec, wygrany 3:2. Jako trener – strzelona bramka w doliczonym czasie gry z Unią Swarzędz w Pucharze Polski.

Ale ta jedna rzecz to moi rodzice zasiadający na trybunach na każdym meczu z naszymi dzieciakami. Zawsze, jak patrzę na trybunę, to ich tam widzę.

5. Przez ten czas spotkałeś w MKS-ie mnóstwo ludzi. Komu chciałbyś dziś szczególnie podziękować za te wspólne lata?

Łukasz Ganowicz: Każdemu, z którym współpracowałem jako zawodnik i trener. Ludzie otaczający MKS zawsze dawali mi poczucie szacunku i tym samym zawsze chciałem się odwdzięczać.

6. Co Twoim zdaniem sprawiło, że MKS stał się dla Ciebie czymś więcej niż tylko kolejnym klubem w karierze?

Łukasz Ganowicz: Ludzie otaczający klub stworzyli tę miłość do klubu i tyle czasu w nim spędzonego. Różne okresy były w klubie – te lepsze i te gorsze, zarówno organizacyjnie, jak i wynikowo, ale zawsze była walka, zawsze szliśmy razem, utożsamialiśmy się bardzo z klubem, a przez długi okres byliśmy pierwszą siłą Opolszczyzny.

7. Jak widzisz przyszłość MKS-u? Co jest siłą tego klubu i co chciałbyś, żeby w nim pozostało niezależnie od tego, kto będzie go prowadził?

Łukasz Ganowicz: Siłą tego klubu była zawsze duma z jego reprezentowania. To musi być zawsze duma z reprezentowania barw!

8. I na koniec – po tylu latach spędzonych w MKS-ie: co chciałbyś powiedzieć klubowi i kibicom, żegnając się z nimi jako trener?

Łukasz Ganowicz: Chciałbym podziękować za zaufanie, za każdy dzień, kiedy mogłem prowadzić nasz klub. Za każdą chwilę, którą spędziłem z zawodnikami, kibicami, sztabem. Myślę, że mimo wszystko moja kampania dała dużo dobrych chwil i radości. Na pewno mogło być tego jeszcze więcej.

Odchodzę z poczuciem niedokończonej misji i zostawiam to jako otwarty rozdział – do zobaczenia. 🫡