🎙️ 17 lat od historycznego awansu do I ligi. Rozmowa z Michałem Glanowskim
Mija 17 lat od jednego z najważniejszych wydarzeń w historii MKS Kluczbork – awansu do I ligi. Do wspomnień z tamtych wyjątkowych chwil wracamy razem z Michałem Glanowskim, jednym z bohaterów drużyny, która zapisała się złotymi zgłoskami w historii naszego klubu.
MKS Kluczbork: Michał, mija właśnie 17 lat od historycznego awansu MKS Kluczbork do I ligi. Jak dziś wspominasz tamte wydarzenia?
Michał Glanowski: Pozytywne rzeczy zawsze miło się wspomina. Mimo że upłynęło już tyle lat, to za każdym razem, gdy pojawia się taka rocznica, chętnie wracam myślami do tamtych czasów. Oglądam zdjęcia, czasami jakiś filmik na YouTube. Można się pośmiać z tego, jak wtedy wyglądaliśmy i jak bardzo się zmieniliśmy, co jest przecież naturalne. To był naprawdę bardzo fajny okres dla piłki w Kluczborku.
MKS Kluczbork: Jakie emocje towarzyszyły Wam podczas końcówki sezonu i po przypieczętowaniu awansu?
Michał Glanowski: Dziś trudno mi już dokładnie odtworzyć wszystkie emocje, ale pamiętam, że kiedy pojawiła się realna szansa na awans, każdy był jeszcze bardziej zmotywowany i skupiony na tym, żeby nie potknąć się na ostatniej prostej.
Po wygranym meczu z Miedzią, kiedy awans był już pewny, pojawiła się ogromna radość i trochę niedowierzania, że już w pierwszym sezonie na szczeblu centralnym udało nam się osiągnąć coś tak wielkiego.
Na mecz do Żagania jechaliśmy już po tygodniu świętowania, bez presji, na pełnym luzie. A mimo to udało się zakończyć sezon zwycięstwem, więc był kolejny powód do świętowania. Było naprawdę wesoło, ale trzeba podkreślić, że cały klub ciężko zapracował na ten sukces.
MKS Kluczbork: Później przyszła gra w I lidze i znakomite 6. miejsce na koniec sezonu. Kibice do dziś wspominają zwycięstwo 4:0 w Płocku czy wygraną 3:0 z GKS Katowice przy Sportowej.
Michał Glanowski: Ten pierwszy sezon był bardzo trudny – zarówno dla klubu, jak i dla zawodników. Potrzebowaliśmy czasu, żeby nauczyć się tego poziomu i rywalizować z dużo bardziej doświadczonymi zespołami.
Ogromna zasługa należała się trenerom Grzegorzowi Kowalskiemu i Łukaszowi Becelli. Tak przygotowali nas w zimowym okresie przygotowawczym, że na wiosnę wyglądaliśmy bardzo dobrze fizycznie, co później przełożyło się na wyniki.
Mecz w Płocku wygrany 4:0 tylko potwierdził, jak wielką pracę wykonał cały zespół. Później przyszło jeszcze efektowne zwycięstwo z GKS Katowice i jako beniaminek, który przez wielu był skazywany na spadek, zakończyliśmy sezon na fantastycznym 6. miejscu.
MKS Kluczbork: Który moment z tamtego okresu uważa Pan za najpiękniejszy?
Michał Glanowski: Na pewno pełne trybuny praktycznie na każdym meczu u siebie. Doping, życie klubem i piłką na co dzień przez całe miasto. To robiło ogromne wrażenie.
Oczywiście były też wielkie mecze z Widzewem Łódź, Górnikiem Zabrze, GKS Katowice czy ŁKS-em Łódź. To były prawdziwe święta piłki w Kluczborku i te wspomnienia zostaną ze mną na zawsze. A z wiadomych względów najbardziej pamiętam mecz z Widzewem u siebie. 😂
To był naprawdę świetny okres. Aż łezka kręci się w oku, że minęło już tyle lat.
MKS Kluczbork: Czego dzisiejszemu MKS-owi brakuje, aby ponownie powalczyć o awans?
Michał Glanowski: Myślę, że nie ma jednej prostej recepty na awans. Trzecia liga jest bardzo wymagająca i sportowo niezwykle trudno się z niej wydostać.
Moim zdaniem klub powinien przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką drogą chce podążać.
Pierwsza opcja to jasny cel – awans. Wtedy trzeba pozyskać odpowiednie środki, zapewnić zawodnikom i sztabowi wszystko, czego potrzebują, dać trenerowi możliwość budowy kadry pod konkretny wynik i później konsekwentnie rozliczać wszystkich z realizacji tego celu.
Druga droga, która moim zdaniem lepiej pasuje do realiów MKS-u, to budowanie silnej drużyny trzecioligowej opartej na młodych zawodnikach. Zarówno wychowankach, jak i zdolnych piłkarzach z lokalnych klubów. Ogrywanie ich, rozwijanie i promowanie do wyższych lig.
Przykłady Kuby Knejskiego czy Konrada Janickiego pokazują, że można znaleźć młodych zawodników, którzy potrafią odnaleźć się na tym poziomie. W takim modelu klub nie żyje pod presją awansu za wszelką cenę, a jednocześnie buduje silną więź z lokalnym środowiskiem. Na mecze przychodzą rodziny, znajomi, mieszkańcy i utożsamiają się z drużyną.
Gdybym miał dziś wskazać kierunek dla MKS-u, wybrałbym właśnie tę drogę.


