MKS Kluczbork – Ruch Zdzieszowice 3:0
Pierwszy sparing sezonu zakończył się pewnym zwycięstwem 3:0. W początkowej fazie meczu to przeciwnik miał pierwszą dogodną okazję po dośrodkowaniu z lewej strony boiska na główkę napastnika, jednak nasz bramkarz Kacper Jureczko fantastycznie sparował piłkę. Obrona również dobrze wywiązała się ze swoich zadań, blokując strzały i uniemożliwiając rywalom precyzyjne trafienia.
Nasz zespół odpowiedział kilkoma akcjami, a po jednej z nich zawodnik testowany pięknie ograł całą defensywę i wyłożył piłkę Patrykowi Tuszyńskiemu, który pewnym strzałem otworzył wynik meczu. Chwilę później Patryk miał szansę podwyższyć wynik na 2:0. Gra wyrównała się, ale pod koniec pierwszej połowy ponownie uratował nas Kacper Jureczko, skracając kąt strzału napastnikowi Zdzieszowic.
W drugiej połowie wyszliśmy w nieco zmienionym ustawieniu. Szybkie akcje Kuliga, Janickiego, Millera i całego zespołu dały się we znaki rywalom. Konrad Janicki podwyższył wynik na 2:0, a później strzelił gola na 3:0, a mecz pozostał pod pełną kontrolą naszej drużyny. Goli mogło być więcej – Adrian Pacholak, który pojawił się na boisku, już w pierwszej akcji stworzył sobie doskonałą okazję, jednak zabrakło jeszcze trochę precyzji w rozwiązaniu tej akcji.. Szansę gry dostał kolejny nasz junior – Hubert Tkaczyk. Jeśli dwaj młodzieżowcy będą pracować i wykażą się charakterem oraz cierpliwością to mogą dać naszemu zespołowi dużo radości.
W bramce w drugiej połowie wystąpił Marcin Kaczmarczyk i on także popisał się pewną interwencją, która uratowała nasz zespół przed utratą gola. Mecz zakończył się spokojnym i pewnym zwycięstwem 3:0. Teraz czas na odpoczynek, a we wtorek zaczynamy ciężką pracę nad dalszym szlifowaniem formy.
Po meczu trener Łukasz Ganowicz podzielił się z nami wrażeniami po tym sparingu i opowiedział o planach na następne dni.
– Trenerze, czy jest Pan zadowolony z tego pierwszego sparingu i czy założenia przedmeczowe zostały zrealizowane?
– Najważniejsze jest to, że wracamy w zdrowiu po naszych jesiennych perypetiach. Sam sparing był bardzo pożyteczny, graliśmy z dobrym rywalem. Cieszy na pewno zero z tyłu, choć nie uniknęliśmy błędów w defensywie, ale mamy jeszcze dużo czasu, żeby nad tym pracować. No i trzy strzelone bramki – mogło być ich więcej, ale ogólnie był to bardzo wartościowy mecz kontrolny.
– W spotkaniu pojawiło się kilku testowanych zawodników. Czy któryś z nich szczególnie wpadł trenerowi w oko?
– Powiem szczerze, że mam tu mały ból głowy, bo zaprezentowali się naprawdę bardzo dobrze. Będę z nimi rozmawiał, żeby jeszcze przez jeden mikrocykl, jeden tydzień treningowy, mogli z nami popracować. Chcemy potwierdzić ten dobry obraz, który zobaczyliśmy w sparingu.
– Jak wygląda plan na najbliższe dni? W poniedziałek przerwa czy trening?
– W poniedziałek mamy przerwę, a od wtorku wracamy do bardzo mocnej pracy.
– Czyli dalej „wojskowy” tydzień?
– Dokładnie. Dużo siły, dużo wytrzymałości, koordynacji. Ładujemy akumulatory.
– Kibice zawsze pytają o transfery. Czy możemy spodziewać się jakiejś „bomby transferowej”?
– Nasze największe „bomby” to będą powroty zawodników po kontuzjach – to jest dla nas kluczowe. Wiemy, że mamy już jedną stratę, a Krzysiek Gasztych idzie na wypożyczenie, żeby się ograć. Nie wiadomo jeszcze, co z Łukaszem Plichtą – dziś jest na testach w innym klubie.
– Dziś brakowało też kilku zawodników…
– Tak, nie było m.in. Kamila Nykiela, Marko Zawady i Dawida Czaplińskiego. „Czapla” jest już w pełnym treningu, dziś pracował indywidualnie – na grę było jeszcze za wcześnie, ale myślę, że w przyszłym tygodniu zacznie już stopniowo wchodzić.
– Czyli najpierw zbieramy „wojsko do kupy”, a dopiero potem ewentualne ruchy transferowe?
– Dokładnie. MKS potrafi czasem zaskoczyć na rynku i myślę, że tym razem też nie będziemy bierni, ale nie ma pośpiechu. Wszystko w swoim czasie.
– Dziękujemy za rozmowę i powodzenia w dalszych przygotowaniach.


